"URSZULA jest jedną z najpopularniejszych polskich wokalistek rockowych. Po kilkuletnim pobycie w Stanach Zjednoczonych wróciła do Polski. Wspólnie ze swoim zespołem nagrała płytę "Biała Droga" odnosząc sukces artystyczny i komercyjny. Ukoronowaniem było uroczyste wręczenie Platynowej Płyty 28 maja 1997 roku w wypełnionej po brzegi fanami Artystki Sali Kongresowej.Urszula stała się częstym gościem audycji radiowych I telewizyjnych. Sukces znalazł też szeroki oddźwięk w prasie. Artystka rzuciła się w wir muzycznego życia. Wzięła udział w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Koncertując zdobywała tysiące nowych wielbicieli. 6 grudnia 1996 roku ukazał się album "Urszula akustycznie". Na płytę złożyły się akustyczne wersje starych I nowych przebojów. Znalazły się na niej zarówno utwory z lat 80-tych, takie jak: "Dmuchawce, latawce, wiatr" czy "Malinowy Król", jak i hity z albumu "Biała Droga": "Na sen". Płyta cieszyła się wielką popularnością i pośród dotychczas wydanych w Polsce płyt koncertowych sprzedała się w rekordowej wręcz ilości ponad 100.000 tys egzemplarzy co dało jej status "platynowej płyty".
Urszula określa swoją muzykę jako "melodyjny rock'n'roll niepozbawiony mocnej jazdy", lecz muzyka na płycie "Urszula akustycznie" jest inna, spokojniejsza.
Trzeba przyznać, że powroty, szczególnie w branży muzycznej, bywają trudne I często mało udane. Jednakże Urszuli udało się to nadzwyczaj dobrze. Jej powrót po wieloletniej nieobecności na polskiej scenie muzycznej zaowocował w ciągu roku dwiema bardzo dobrymi płytami. Obie osiągnęły statusy Multi-Platynowych Płyt!
Można śmiało stwierdzić, iż Urszula umocniła swą pozycję w polskiej muzyce rozrywkowej I wniosła do niej wiele właściwej sobie świeżości i żywiołowości.
Kolejnym trafnym posunięciem Artystki jest nagrana w warszawskim studiu nagraniowym Buffo, płyta pt:"Supernova", którą Artystka zrealizowała wspólnie ze swym życiowym partnerem, gitarzystą i kompozytorem Stanisławem Zybowskim. Produkcją płyty, podobnie jak w przypadku "Białej Drogi" i "Urszula akustycznie" zajął się Staszek, który przed nagraniem zapewniał. iż nowy album będzie atrakcyjny pod względem artystycznym i produkcyjnym.
MACIEJ MALEŃCZUK Od pierwszego przeglądu w Gdańsku zmiany pór roku zaczęliśmy rozpoznawać po festiwalach: gdy nie przygotowywaliśmy się do żadnego z nich - to musiała być zima. Gdy szukaliśmy połączeń z Poznaniem, by dojechać na eliminacje do Paki – to znak, że nadeszła wiosna. Gdy oprócz rekwizytów do plecaków wkładaliśmy stroje kąpielowe, to ewidentnie mieliśmy środek lata i jechaliśmy do Ełku. A gdy Abelard nie spał po nocach, bo nie mieliśmy jeszcze jakiejś kategorii na Ryjek, to bez pudła była to jesień; podkrążone oczy Abelarda były pewniejszym znakiem od dzieci biegających po ulicach z tornistrami.
Tak też wyglądał rok 2000: eliminacje do Paki - bez sukcesu. Ełk - całkiem udany konkurs i jeden z najczęściej wspominanych przez nas skeczów: "Wczasy, przygotowane na Konkurs o Nagrodę Publiczności. Zacytujmy w tym miejscu Abelarda: "..." - nigdy nie jest w stanie wykrztusić nic więcej, gdy słyszy słowo "wczasy". Trzeba w tym miejscu nadmienić, że zamiast Krystka w Ełckim Centrum Kultury po raz pierwszy wystąpiła Ewa Błachnio, która jest w Limie do dzisiaj. I to już oznaczało spory rozwój, bo mimo że Ewcia miała wtedy 16 lat, to utalentowana była bestia niezmiernie – i tak zresztą pozostało jej do dziś. Rok 2000 był generalnie okresem dostawania w tyłek od jurorów i znawców (zacytujmy w tym miejscu czcigodnego Jacka Fedorowicza: idziecie w ślepą uliczkę), było to jednak lanie rozwojowe, bo już rok później…
Ooo, to może jednak nie musimy pracować w korporacji?? – czyli pierwsze sukcesy.
W marcu 2001 spotkała nas wielka radość: dostaliśmy się na Pakę! Przyprawiło nas to o potworny stres, jazda do Krakowa przebiegała pod hasłem „oby tylko kompromitacja nie była zbyt bolesna” – i faktycznie, nie była, bo zupełnie niespodziewanie dla nas samych zajęliśmy pierwsze miejsce, wraz z kabaretem Dno. Cóż, chcieliśmy pójść za ciosem, i żeby wzmocnić szeregi, zaprosiliśmy do zespołu Szymona Jachimka, który również Limuje do dzisiaj. We wzmocnionym składzie, opromienieni zwycięstwem Pakowskim, pojechaliśmy do Ełku. Tam poprawiony program okazał się dużo, dużo gorszy od niepoprawionego – i okazało się, że mamy przed sobą długą drogę do osiągnięcia jako tako stabilnego, równego poziomu. Ale się nie załamaliśmy, tylko ruszyliśmy dalej. W ciągu kilku następnych lat zjeździliśmy cały nasz piękny kraj, gdzie gryka jak śnieg biała i dzięcielina pała, czasem wygrywaliśmy festiwale, czasem nie – jak to w życiu. Warto tu wspomnieć o programach, które powstały od początku kabaretu i które prezentowaliśmy zarówno w Krakowie czy w Warszawie, ale także w Przasnyszu, Dąbrowie Białostockiej czy Janowie Podlaskim. Jednym słowem – wszędzie.
Wersja robocza limoniady na naszej dzielni w waszym miasteczku – czyli programy.
Nasz pierwszy program prezentowany na festiwalach to „Limoniada” – zbiór wybitnie niepowiązanych ze sobą skeczy, z których jeden graliśmy przez następne 8 lat... Tak, był taki skecz, który nas nie opuszczał, który wciąż działał, wciąż program rozpędzał, taki się nasz zrobił szczęśliwy talizman... Gdzieś w 2008 roku go ostatecznie (?) porzuciliśmy, co stanowi milowy krok w rozwoju Lima. A jaki to skecz? Nie powiemy. Kiedyś zrobimy konkurs z wiedzy o naszym kabarecie - to pytanie padnie jako pierwsze.
Później była „Wersja robocza”, który to tytuł sugerował, że nie mamy specjalnego daru do nadawania nazw, ani specjalnych ku temu potrzeby. To również była składanka, aczkolwiek dużo lepsza od „Limoniady”. To właśnie „Wersją” wygraliśmy Pakę w 2001 r., a Grzegorz „Tygrysek” Porowski obdarował nas talonem do swojej sauny za skecz „Dinozaury”. Nie gramy już tego skeczu, więc pewnie warto by było go tutaj opowiedzieć – ale raczej niestety się nie da, bo to mocno na obrazie działało. Niechaj zatem pozostanie to słodką tajemnicą tych, co się załapali...
Po „Wersji roboczej” podjęliśmy decyzję: nigdy więcej składanek. W 2002 r. zrobiliśmy więc „Program ze zwłoką”, dziejący się w prosektorium, w którym dwójka głównych bohaterów dowiadywała się o swojej śmierci... Dziwne rzeczy tam się działy, to jakaś nawiedzona artystka przychodziła robić performance, to przez scenę przechodził krasnoludek szukający Sierotki Marysi... W finale zaś brała udział wielka figurka LEGO, która rapowała do mikrofonu z balona.. Ech, ta ułańska fantazja!
„Program ze zwłoką” nie był jakimś wielkim hitem, ale wtedy stwierdziliśmy: ha! Teraz już wiemy jak robić całościówki! Taaa... O słodka naiwności... „Kokodżambo”, spektakl kabaretowy rozgrywający się w Stumilowym Lesie, był potężnym niewypałem. Ostatni raz pokazaliśmy go na Wieczorze Ostatniej Szansy na Pace’03. Reakcja widowni była taka, żeśmy już nigdy więcej nie odważyli się wyjść z nim na scenę. Za to w naszych szafach do dziś błąkają się polarowe kostiumy Kłapouchego, Prosiaczka czy Kubusia Puchatka. Ot, takie wspomnienie po klęsce.
Ale ale! Może by ktoś się załamał, może ktoś by na tarczę wlazł i dał się zanieść do domu, ale nie Abelard. Abelard w pociągu relacji Kraków-Gdynia, podczas podróży powrotnej z owej feralnej Paki, znalazł pomysł na nowy program. I już rok później, na tej samej Pace, w tej samej legendarnej klimatyzowanej sali Rotunda, za „Za murami, za stosami” zostaliśmy nagrodzeni I Nagrodą. Był to zbiór scenek o inkwizycji, m.in. z hip-hopem („Klasztorek, Klasztorek, tak na mnie wołają”), który na tyle wstrząsnął prezesem Polskiej Akcji Katolickiej, że podał nas do sądu o obrazę uczuć religijnych. Prokuratura jednakże szybciuteńko umorzyła śledztwo, i niniejszym pragniemy ją serdecznie pozdrowić.
Po „Murach” mieliśmy chwilę przerwy. Graliśmy w tym czasie „Takie małe de best of”, czyli zbiór najlepszych numerów zrobionych do tej pory, zaś nowy program był napisany i czekał na dobrą dla siebie chwilę. Do „Miasteczka”, bo o nim tu mowa, zabieraliśmy się trzykrotnie. Ten tekst jest tak specyficzny, że nasz tradycyjny sposób robienia programów w ogóle się tutaj nie przydawał. Aż wreszcie zrobiliśmy małą rewolucję: Abelard zszedł ze sceny i usiadł na foteliku reżysera, jego zaś miejsce zajął Wojtek Tremiszewski, który również jest z nami do dziś. I tak oto zrobiliśmy nasz najkrótszy, ale chyba najlepszy program, za który otrzymaliśmy I Nagrodę na Pace’06 i Grand Prix na Lidzbarskich Biesiadach Humoru i Satyry w tym samym roku. Bardzo teatralny, bez śladu przebrania; każdy z nas wcielał się w ciągu skeczu w kilka różnych postaci, a wszystkie scenki tworzyły obraz miasteczka, w którym działy się rzeczy mające odpowiednik w naszym przeuroczym skądinąd społeczeństwie.
Z „Miasteczkiem” zjeździliśmy sporo festiwali, aż wreszcie uznaliśmy, że nadszedł dobry czas, by pożegnać się z konkursami. Jasne, bywamy czasem na Ryjku czy Debeściaku, ale są to przeglądy o dość mocno towarzyskiej formule. Generalnie staramy się zafunkcjonować jako kabaret już uznany, lubiany, zapraszany... Pod tym kątem zabraliśmy się za nowy program – „Dzielnię”. W „Dzielni” mamy sporo osiedlowego dresiarstwa, które spotyka się czasem ze sobą, a czasem z politykiem z pierwszych stron gazet, czy też z aniołem zwiastującym apokalipsę. Fajny to program i wciąż pałamy do niego dużą sympatią, mimo że premiera odbyła się w styczniu 2007 r. Jednakże trudno nie czuć sympatii do „Dzielni”, skoro to dzięki niej rozpoczął się okres nasilonej współpracy z różnymi stacjami telewizyjnymi – oby tak dalej! Premiera najnowszego programu przewidywana jest na styczeń 2009 r."
Źródło: www.limo.art.pl
"ZESPÓŁ PRESS powstał latem 2008 roku. Tworzy go trójka przyjaciół: Łukasz Szadujko (vocal), Piotr Dankiewicz (bass) i Bartek Jończyk (gitara). Podczas koncertów zespołowi towarzyszą: Tomek "Sindbad" Stryczniewicz (perkusja) oraz Maciej Pyc (klawisze). W repertuarze grupy można znaleźć piosenki z gatunku Pop&Rock. Na swoim koncie mają mnóstwo zagranych koncertów."